757

Celebryctwa muzycznego doświadczyłem w latach osiemdziesiątych XX wieku w Jugosławii . W wieku dwudziestu lat, kiedy wracałem po wielogodzinnych graniach do rodzinnego domu z kieszeniami wypchanymi markami, kiedy szybko kupiłem piękne auto, a po koncertach czułem się jak „gwiazda” otoczony wianuszkiem pięknych fanek. 

Wtedy też nagrałem z kolegami z zespołu „Karlo V” w studio w Belgradzie pierwsze piosenki: „Zadnji put”, „Zasto me ostavljas samog?” czy „Klementina”.

Obecnie moi koledzy z zespołu rozsiani są po świecie. Niemcy, Hiszpania, Serbia, Montenegro a ja w Polsce. Jednak jak pokazuje nie tylko moja historia często największym wrogiem dla artysty-muzyka jest szybko osiągnięty olbrzymi sukces. Oczywiście zagrożeń może być znacznie więcej. Moim zdaniem aktualnie wprzęgnąć się w tzw. „mechanizm kultury muzycznej” nie jest trudno. Dużo łatwiej niż w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Wtedy popularność zdobywało się inaczej. Teraz wystarczy wystartować w telent show, stać się bardzo popularnym i szybko sprzedać „diabłu”. Wytwórnie muzyczne i inni, którzy na muzyce zarabiają, tylko czekają na takie muzyczne objawienia. Pojawiają się zaproszenia na imprezy, koncerty, festiwale i celebryctwo medialne gotowe. Zaczyna się epatowanie wysokimi gażami, życie w światłach jupiterów, utrata prywatności, złośliwości i zazdrość. W takiej grze pozorów my muzycy, my artyści łatwo trwamy w tym wadliwym systemie złożonym z intryg, plotek, stresu.

Szybko i łatwo się wypaczamy, tracimy pierwotny sens tworzenia mając do wyboru „Życie z muzyki” lub „obojętność publiczności”. A wszystko kreowane przez media. Sława i pieniądze zgubiły już niejednego z nas. Nasza muzyka jest po prostu brana, a oczekiwania szeroko pojętego odbiorcy i agencji ubierają nas w pewną formę niewoli, a w ślad za tym niedoli. To szybko potrafi obnażyć słabą osobowość, wrażliwość i brak silnego charakteru artysty. A potem pędzi się już jak na autostradzie pod woalem zbudowanym z zarozumiałego milczenia uciekając w „nicość”, używki, depresję.

Zagrożeń jest jednak znacznie więcej. Może to być codzienność, reglamentowany czas wolny, brak środków do życia, brak rodziny i prawdziwych przyjaciół.

Wtedy to zaprogramowane z zegarmistrzowską precyzją marzenia wielu wybitnych artystów, którzy skończyli prestiżowe uczelnie nie tylko muzyczne są skazane na porażkę. Sprzedaż siebie, celebryctwo, życie w maskach, kasa są przecież w stanie otworzyć wrota do muzycznego raju muzyków.

W moim przypadku wojna na Bałkanach skutecznie zatrzymała tą grę pozorów. W latach 90-tych XX wieku muzyka zaczęła mieć dla mnie inne znaczenie. Dlatego dopiero po długim czasie bycia outsiderem muzycznym, przejściu ciężkiej depresji zacząłem grać sam, najpierw tylko dla siebie na pożyczonej  od przyjaciela gitarze akustycznej. Szybko zmieniłem gitarę na własną. A przy drzwiach do Starego Miasta w czarnogórskim Starym Barze zatrzymałem czas. Żyłem z dnia na dzień. Zapytacie pewnie jak zatem wbrew tym wszystkim przeciwnościom tworzę, produkuję i wykonuję muzykę w obcym kraju, nie znając dobrze języka? Otóż nie jest łatwo, ale można. W moim blogu będę o tym pisał. Opowiem też o polskim przemyśle muzycznym z mojej własnej perspektywy. Dowiecie się o oczekiwaniach i obojętności publiczności, o tym jak sobie z tym radzę i dokąd zmierzam oraz dlaczego i co „moja muzyka mówi”.

Moja sloboda 

Muzičku slavu doživio sam osamdesetih godina u Jugoslaviji. Tada sam imao dvadeset godina. Poslije koncerata, okružen prelijepim obožavateljkama, osjećao sam se kao zvijezda. Vraćao bih se kući, nakon svirke i mnogo sati igranja, sa džepovima punim maraka. Ubrzo sam kupio i prelijep auto.

Sa prijateljima iz benda „Karlo V” tih godina snimio sam prve pjesme u jednom studiju u Beogradu. Publika je bila oduševljena numerama „Zadnji put”, „Zašto me ostavljaš samog” ili „Klementina”.

Članovi tog mog prvog benda sada žive u Nemačkoj, Španiji, Srbiji, Crnoj Gori a ja u Poljskoj.

 Brzo postizanje uspjeha često je najveći neprijatelj umjetnika. Ima u tom svijetu mnogo “zamki”.

Po mom mišljenju, sada je lakše uključiti se u muzičku industriju. Mnogo lakše nego osamdesetih godina kada sam ja počinjao. Tada se popularnost sticala drugačije.

 Sada je dovoljno da neko učestvuje u emisiji za talente, postane veoma popularan i brzo “dušu proda đavolu”.Izdavačke kuće i drugi koji zarađuju od muzike samo čekaju takve talente. Spremni su pozivi na događaje, koncerte, festivale i medijske proslave. Počinje zasljepljujućim visokim honorarima, životom u centru pažnje, ali s tim ide i gubitak privatnosti, zluradost i ljubomora.

 U takvoj igri pojavljivanja, mi muzičari, umjetnici, lako se držimo ovog pogrešnog sistema intriga, tračeva i stresa. Brzo i lako se izobličujemo, gubimo izvorni osećaj stvaranja, imajući izbor između takvog života u muzičkom svijetu ili ravnodušnosti publike. A sve to su stvorili mediji. Mnogi su se izgubili toj slavi i novcu.

 Očekivanja široko definisane publike i agencije, oblače nas u neki oblik ropstva a shodno tome u bijedu. Ovo može brzo otkriti umjetnikovu slabu ličnost, osjetljivost i nedostatak snažnog karaktera. I onda on juri kao na autoputu, pod velom napravljenim od umišljene tišine, bježeći u ništavilo, opijanje i depresiju. S druge strane, postoji još mnogo prijetnji – nedostatak sredstava za život, porodice i pravih prijatelja. Tada su snovi mnogih izuzetnih umjetnika, koji su diplomirali na prestižnim muzičkim akademijama, programirani sa časovničkom preciznošću, osuđeni na propast.

Samoprodaja, slavne ličnosti, život pod maskama, novac… mogu otvoriti vrata “muzičkog raja”. U mom slučaju, rat na Balkanu je zaustavio ovu igru. Devedesetih godina muzika za mene počinje da ima drugačije značenje. Stoga sam, tek nakon što sam dugo bio muzički autsajder, prošao tešku depresiju, ponovo počeo da sviram. Prvo samo za sebe, na akustičnoj gitari pozajmljenoj od prijatelja, a ubrzo nakon toga sam kupio i svoju gitaru. Na vratima Starog grada Bara u Crnoj Gori, zaustavio sam vrijeme. Živio sam dan po dan.

 Vjerovatno ćete se zapitati kako, uprkos svim ovim nedaćama, stvaram, produciram i izvodim muziku u stranoj zemlji, a da ne poznajem dobro jezik? Pa, nije lako, ali je moguće. O tome ću pisati na svom blogu. Takođe ću govoriti o poljskoj muzičkoj industriji iz svoje perspektive. Naučićete o očekivanjima i ravnodušnosti publike, o tome kako se nosim sa tim i kuda idem, zašto i šta moja muzika ima da kaže.


Share
Go top